Posty

ADWENT

Do Szeolu wtrącę twój przepych i dźwięki twoich harf Iz 14:11 To w końcu nic nienaturalnego: o tej porze dni są najkrótsze, zwierzęta i drzewa idą spać, tylko niektóre pozostają – być może, aby pilnować spokoju tych pierwszych?  Podobnie powinno być z ludźmi ‑ to w końcu nic nienaturalnego – kiedyś, kiedy ziemia zastygała do wiosny, ludzie zamykali się po chatach i leniwie spędzali czas do przednówka.  Dziś rozświetlone miasta próbują zadać kłam naszemu rytmowi. Snujemy się pod ciemnym niebem, nie widząc słońca, ni gwiazd, ni księżyca. Po ciemku do pracy, po pracy, na miasto, do domu. Niezdrowe, sztuczne światło, niezdrowa sztuczna żywność, niezdrowy przekaz niezdrowych mediów okraszony niezdrową popkulturą. Tu już nie ma nic naturalnego. Tu już nie może być nic naturalnego. W mroku nie tak późnego popołudnia na ekranie telefonu świecą słowa: „Jestem ostatnio bardzo zajęta, Odezwę się do ciebie później, gdy tylko poukładam sprawy zawodowe”. Tak bardzo się starasz na...

NA PANIKENGASSE BEZ ZMIAN

                                     (Z cyklu Koniec świata na Haupthernalsstraße ) Po Panikengasse tramwaj jedzie spokojnie. Niemal z dostojeństwem mija muzułmanki zaplątane w swe chusty. Idą nieco skulone jakby czekały na piaskową burzę: wiatr zasypie tutejsze studnie, wygładzi czoła domów z bruzd, resztek napisów o ostrych końcach liter, z plam po szyldach, ze wspomnień lepszych czasów… Na Panikengasse panuje spokój. Pstrokata dziewczyna podaje mi kawę ze słowiańskim akcentem. Muszę się starać, żeby ją zrozumieć; germańskie słowa rozmiękają pod jej językiem. „Dawaj, nie pizdij – chcę odpowiedzieć – łuczsze my możem poniat’ siebie drug s drugom”. Jednak się powstrzymuję; przecież mogło mi się zdawać albo ona nie chciałaby mowy byłego lub obecnego okupanta. Później czułem żal, że nie spróbowałem po polsku. Szybko prze...

PUSTE NIEBO

Nawet zatwardziałych metafizycznych sceptyków prędzej czy później zaczyna mierzić trywialność świata, nad którym wisi puste Niebo. Wiercą się wtedy nerwowo i robią co tylko się da aby nie spojrzeć wyczekująco do góry. Udają, że czegoś szukają, że z czymś eksperymentują.

* * *

Kiedy ogarnia mnie samotność, rysuję mapy. Na wyimaginowanych krainach, wyspach i kontynentach, wytyczam bieg rzek, wypiętrzam góry, sadzę lasy, połacie lądów zasypuję piaskami pustyń. Później przychodzi czas na ludzi. Kropkami zaznaczam miasta, cieniutkimi liniami nanoszę szlaki handlowe. „Czy będzie sprawiedliwie jeśli akurat w tym miejscu ustanowię granice?” zachodzę w głowę i nieraz długo trwa zanim podejmę decyzję w nadziei, że jest ona właściwa. Na osobnych kartkach kropki rozrastają się do siatek ulic poznaczonych drobniutkimi czworobokami budynków. Wygląda to jak spękana skóra na dłoniach spracowanego człowieka. To nieprawda, że na początku było Słowo. Na początku była noc, bezsenność, poczucie zagubienia.

SZALEŃSTWO I OCZYSZCZENIE W TEATRZE GRECKIM

“Religia grecka jest niesłychanie złożona i obejmuje kilka różnych wymiarów. Badania w dziedzinie psychologii, socjologii, historii sztuki i lingwistyki kolejno je odsłaniają; niekiedy znajdują one oddźwięk w nowoczesnej interpretacji, a czasem pozostają mroczne, nieprzeniknione i budzące lęk” [1] . W cytowanym fragmencie mówi się wprawdzie o całokształcie religii greckiej, tzn. o ogóle występujących w niej kultów, to jednak twierdzenie powyższe odnieść można również do każdego występującego w jej obrębie kultu z osobna. Wszak w przypadku Grecji mówi się niejednokrotnie o religiach związanych z rozmaitymi bóstwami [2] (jak na przykład religia dionizyjska, religia apollińska bądź też religia artemizyjska), a w każdym razie pamiętać trzeba o dość dużym zautonomizowaniu poszczególnych kultów, które w swej masie noszą wspólną nazwę religii greckiej. “Każdy z bogów greckiego panteonu – zauważa George Thomson – stanowi produkt nieskończonych kombinacji kultów lokalnych […]. Homeryck...

TARZAN

Jak pies tarzam się w znikomości.  Im też się zdarza tarzać w czymś, co wydalą z siebie.

I

Zawsze byli tacy, którzy kazali uważać się za bogów. Ich spektakularne upadki, zrazu odbierane niemalże w wymiarze kosmicznym, po upływie czasu stawały się przykre i godne pożałowania. Fałszywy heroizm ma dosyć krótką datę ważności. Owszem, niektóre ich dokonania przetrwały niechlubną pychę: Aleksandria, Koloseum, numeracja ulic w wielu krajach czy wysychające Jezioro Aralskie. Jednak i te dzieła oderwały się od swoich twórców przechodząc z czasem na ogólne konto ludzkości. Po fałszywych bogach pozostało jedynie uczucie zażenowania: niewygodny fakt, że ktoś, kiedyś, spośród nas uznał się za wszechmocnego, a my, pozostali, nie umieraliśmy ze śmiechu.