Dygresja zamiast wstępu Tytuł książki poetyckiej Joanny Wcherkiewicz, Kim jest Zachary? tylko z pozoru brzmi niewinnie. Pytanie o czyjąś tożsamość zadajemy w odniesieniu do innych osób po wielokroć, i po wielokroć skupiamy się na rozmaitych jego aspektach nie zwracając na co dzień uwagi na to, jakie istotnie ważkie problemy ono zawiera. Tymczasem zagadnienie tożsamości to coś, co w literaturze obecne jest od zawsze – i od zawsze poza jej granice wykracza. „ O tym jak istotne jest to zagadnienie świadczy choćby to, że występuje ono nieustannie w rozmaitym natężeniu u kolejnych myślicieli i poetów” – pisze w jednym ze swoich artykułów filozof, dr Włodzimierz Zięba. [1] Wystarczy powrócić myślą do początków, np. do Odysei Homera, gdzie widzimy głównego bohatera w jaskini cyklopa, Polifema. Gdy potwór zadaje Odyseuszowi pytanie, kim on jest, jakie jest jego imię? Ten odpowiada „Nikt”. Polifem uwierzył chytremu Grekowi i stało się to przyczyną jego porażki, ale przede wszystki...
Cesarz Hadrian na łożu śmierci pisząc swój słynny wiersz troszczył się najwyraźniej nie tyle o swoją doczesność, ile o coś, co nazywa duszyczką, a raczej nie było integralną częścią jego osobowości. Ta animula Jego Cesarskiej Mości była, jak wynika z tekstu utworu, raczej rezydentką, która po śmierci swego nosiciela będzie musiała się gdzieś podziać. Ciekawe iż ów fakt zaczął być przedmiotem troski Najjaśniejszego Pana. Animula, vagula, blandula Hospes comesque corporis Quae nunc abibis in loca Pallidula, rigida, nudula, Nec, ut soles, dabis iocos. W przekładzie Zygmunta Kubiaka (ponoć najlepszym spośród ogólnie dostępnych) wiersz ten brzmi w taki sposób: Duszyczko, kochana wędrowniczko, Ciała gościu i wspólniczko, W jakie ty strony odejdziesz, Bladziutka, naga, zziębnięta, Gdzie żartować jak zwykle nie będziesz. Tłumacz, podążając za myślą autora wiersza, wyraźnie pisze, iż dusza jest „gościem ciała i wspólniczką” (w angielskim przekładzie Byrona przedstawiana jest ...
Lecz ty masz czoło kobiety wszetecznej, nie znasz już wstydu. (Jr 3:3) O dziwo jako pierwszy odezwał się markiz de Sade: „Zgilotynowaliście ojca-króla po to aby zastąpić go matką-ojczyzną” – grzmiał na poły oskarżycielsko, na poły drwiąco. O dziwo nikt nie zwrócił uwagi na jego słowa. Niczyje uszy nie spąsowiały, niczyje brwi nie zmarszczyły, nikt nie dostał palpitacji ani erekcji. Z resztą niedługo po tym matka-ojczyzna przyprowadziła ojczyma-cesarza, a w wielu krajach zaczęło dziać się podobnie. Matki zaczęły sprowadzać coraz to nowych panów (z czasem także i panie) „Jak się wam podoba wasz nowy tata? wasz nowy wujek?” – pytały dzieci, które cieszyły się, że będą decydować kto pójdzie z mamą do łóżka. Lecz jednak po czasie coraz bardziej nudziły się tym wszystkim. Zamiast dorastać – niesamodzielne i bezradne – trwają pod coraz baczniejszą uwagą swoich opiekunów.
Komentarze
Prześlij komentarz