Posty

NA PANIKENGASSE BEZ ZMIAN

                                     (Z cyklu Koniec świata na Haupthernalsstraße ) Po Panikengasse tramwaj jedzie spokojnie. Niemal z dostojeństwem mija muzułmanki zaplątane w swe chusty. Idą nieco skulone jakby czekały na piaskową burzę: wiatr zasypie tutejsze studnie, wygładzi czoła domów z bruzd, resztek napisów o ostrych końcach liter, z plam po szyldach, ze wspomnień lepszych czasów… Na Panikengasse panuje spokój. Pstrokata dziewczyna podaje mi kawę ze słowiańskim akcentem. Muszę się starać, żeby ją zrozumieć; germańskie słowa rozmiękają pod jej językiem. „Dawaj, nie pizdij – chcę odpowiedzieć – łuczsze my możem poniat’ siebie drug s drugom”. Jednak się powstrzymuję; przecież mogło mi się zdawać albo ona nie chciałaby mowy byłego lub obecnego okupanta. Później czułem żal, że nie spróbowałem po polsku. Szybko prze...

PUSTE NIEBO

Nawet zatwardziałych metafizycznych sceptyków prędzej czy później zaczyna mierzić trywialność świata, nad którym wisi puste Niebo. Wiercą się wtedy nerwowo i robią co tylko się da aby nie spojrzeć wyczekująco do góry. Udają, że czegoś szukają, że z czymś eksperymentują.

* * *

Kiedy ogarnia mnie samotność, rysuję mapy. Na wyimaginowanych krainach, wyspach i kontynentach, wytyczam bieg rzek, wypiętrzam góry, sadzę lasy, połacie lądów zasypuję piaskami pustyń. Później przychodzi czas na ludzi. Kropkami zaznaczam miasta, cieniutkimi liniami nanoszę szlaki handlowe. „Czy będzie sprawiedliwie jeśli akurat w tym miejscu ustanowię granice?” zachodzę w głowę i nieraz długo trwa zanim podejmę decyzję w nadziei, że jest ona właściwa. Na osobnych kartkach kropki rozrastają się do siatek ulic poznaczonych drobniutkimi czworobokami budynków. Wygląda to jak spękana skóra na dłoniach spracowanego człowieka. To nieprawda, że na początku było Słowo. Na początku była noc, bezsenność, poczucie zagubienia.

SZALEŃSTWO I OCZYSZCZENIE W TEATRZE GRECKIM

“Religia grecka jest niesłychanie złożona i obejmuje kilka różnych wymiarów. Badania w dziedzinie psychologii, socjologii, historii sztuki i lingwistyki kolejno je odsłaniają; niekiedy znajdują one oddźwięk w nowoczesnej interpretacji, a czasem pozostają mroczne, nieprzeniknione i budzące lęk” [1] . W cytowanym fragmencie mówi się wprawdzie o całokształcie religii greckiej, tzn. o ogóle występujących w niej kultów, to jednak twierdzenie powyższe odnieść można również do każdego występującego w jej obrębie kultu z osobna. Wszak w przypadku Grecji mówi się niejednokrotnie o religiach związanych z rozmaitymi bóstwami [2] (jak na przykład religia dionizyjska, religia apollińska bądź też religia artemizyjska), a w każdym razie pamiętać trzeba o dość dużym zautonomizowaniu poszczególnych kultów, które w swej masie noszą wspólną nazwę religii greckiej. “Każdy z bogów greckiego panteonu – zauważa George Thomson – stanowi produkt nieskończonych kombinacji kultów lokalnych […]. Homeryck...

TARZAN

Jak pies tarzam się w znikomości.  Im też się zdarza tarzać w czymś, co wydalą z siebie.

I

Zawsze byli tacy, którzy kazali uważać się za bogów. Ich spektakularne upadki, zrazu odbierane niemalże w wymiarze kosmicznym, po upływie czasu stawały się przykre i godne pożałowania. Fałszywy heroizm ma dosyć krótką datę ważności. Owszem, niektóre ich dokonania przetrwały niechlubną pychę: Aleksandria, Koloseum, numeracja ulic w wielu krajach czy wysychające Jezioro Aralskie. Jednak i te dzieła oderwały się od swoich twórców przechodząc z czasem na ogólne konto ludzkości. Po fałszywych bogach pozostało jedynie uczucie zażenowania: niewygodny fakt, że ktoś, kiedyś, spośród nas uznał się za wszechmocnego, a my, pozostali, nie umieraliśmy ze śmiechu.

TERESIENHOF

W Łodzi takie okazałe kamienice nazywamy pałacami. Jeszcze całkiem niedawno one także ulepione były z czarnego tynku i poobłupywanych sztukaterii. I tutaj z resztek napisu można odcyfrować końcówkę –HOF. Do okien, którymi pałac patrzy na świat tu i ówdzie doklejono sztuczne rzęsy: sznurki z suszącą się bielizną. Na dole, pośrodku ulicy, jakiś Turek (a może Kurd) dusi jakiegoś Serba (a może Chorwata). Tarzają się pomiędzy samochodami; Rzężące głoski wypadające ze ściśniętych gardeł (gniew, lęk, palce tego drugiego) nie pozwalają odróżnić kto jest kim? Kto jest Tożsamym, a kto Innym? Kto kogo wyklucza? Z perspektywy wysokich pięter pałacu. obaj są równi. Czekam na interwencję. Na to aż przyjedzie policja, aż przyjdą ich żony, aż wsadzą ich do radiowozu, aż zapędzą do domów pokrzykując z zażenowaniem swoje „Ausweiss bitte” „Wstydził byś się, taki stary a taki głupi” „Name? Vorname?” „Do pracy byś wreszcie poszedł ...