W tułaczce do źródeł cierpienia
Mieczysław Zyner to
człowiek w Łodzi znany – dla wielu to, co czyni go rozpoznawalnym, nie jest
akurat jego twórczość literacka i zapewne byliby zaskoczeni tym, że pisze on wiersze,
a jeszcze bardziej byliby zaskoczeni tematyką jego wierszy. Może z resztą i sam
Autor może się poczuć nieco zaskoczony, gdy zobaczy swój poetycki dorobek w przedstawionej poniżej próbie jego syntetycznego opisu.
*
Οὖτις
ἐμοί γ᾿ ὄνομα
(Homer,
Odyseja, IX, 366).
W przedmowie do swojego
trzeciego tomiku Autor stawia dość istotne pytanie: „Czy wiersz pisany w
pierwszej osobie – szczególnie dotyczy to utworów o miłości – musi kojarzyć się
z doznaniami osobistymi i melancholią? Obnażaniem?” Oczywiście, że nie. W
dzisiejszym świecie natrętne utożsamianie poety z podmiotem lirycznym
występującym w jego utworach może być nawet pewnego rodzaju nietaktem.
Przypomnijmy sobie los cyklopa Polifema, któremu do konsumpcji nagle okazała
się niezbędna wiedza na temat tożsamości tego, kogo konsumuje. Odyseusz,
zapytany o swoje imię odparł Οὖτις ἐμοί γ᾿ ὄνομα (Nikt mnie nazywają)[1].
Z tego pragnienia dowiedzenia się, kim jest ów, zapytany, nic dobrego
Polifemowi nie przyszło. Może więc z poezją należy czynić podobnie? Lepiej
skupić się na treściach tego, co się z niej przyjmuje, zamiast dociekać
„wewnętrznej prawdy” jej autorów?
Często tworzy się bowiem
podmioty mówiące celowo nietożsame z autorem albo „wywołuje się do odpowiedzi”
postacie historyczne bądź mityczne, aby one zreferowały jakąś myśl ze „swojego”
punktu widzenia. To całkiem możliwe, że mamy do czynienia z czymś takim i w
tych wierszach. Nie mamy tu wprawdzie tak jasnego sygnału mówiącego o stosowaniu takiego zabiegu, jak np. jest to w utworach Jacka Kaczmarskiego, w
których przemawia do nas już to Katarzyna II, już to Cromwell, Brunon Jasieński
czy inna postać wywołana z imienia i nazwiska, albo jakiś anonimowy, choć
reprezentujący całą grupę społeczną polski Sarmata – a tak najczęściej ów
zabieg „wywoływania do odpowiedzi” się stosuje – a jednak zawsze mądrze się
jest zastanowić, czy automatyczne przypisywanie podmiotowi cech autora
faktycznie przybliża nas do zrozumienia przekazu zawartego w jego utworach.
Czasami podmiot mówiący przemawia do nas tak, iż zdaje się, że mówi do nas
głosem autora, a w cale nie musi tak się dziać. Stąd chyba powyższe pytanie,
jakie kieruje do nas, odbiorców, Mieczysław Zyner. Pytanie to brzmi z resztą w
jego twórczości: spójrzmy na takie wiersze jak Bez maski, którego bohaterem jest zapewne właśnie taki wykreowany
podmiot (choć przecież zdawałoby się, że to sam Autor):
nagi przed sobą
odkrywa wyrazy
układa zdania
[…]
zwyczajny aktor bez
makijażu
[…]
wiąże słowo po słowie
To dosyć rzadki
autotematyzm w poezji lirycznej. Podmiot wiersza występuje jako on sam i mówi o
tym, że jest pewnego rodzaju konstruktem, zabiegiem, że jest podobny do aktora
występującego na scenie, który przecież także, nie przestając być sobą,
przedstawia się nam jako postać z utworu dramatycznego. Zwróćmy uwagę na wiersz
Gram, gram, jak wy i inni, gdzie już
sam tytuł mówi nam właśnie o tym zjawisku:
w zadymionej ciszy
odkładam obecność na
potem
[…]
gram, gram, jak wy i
inni
Ale ta gra nie umniejsza
naszej chęci poznania świata poetyckiego, jaki przedstawia nam, czytelnikom,
poeta Mieczysław Zyner – nie zamierzamy wszak dociekać jego psychologii, a jego
literatury i tego, co ona ze sobą niesie.
Wydaje się, że wręcz
przeciwnie – zaczyna nas coraz bardziej interesować, do jakiego świata
wchodzimy, jakie panują tam porządki? Żeby jednak było jeszcze bardziej
ekscytująco, zaczniemy w całkowicie innym miejscu i w całkowicie innym czasie.
‑
Wy żywi, a w umarłych chodziliście kraje!
(Homer,
Odyseja, XII, 20)
Już same tytuły tomików
– a także ich kolejność – budzą intensywne skojarzenia: Z jawy (1987), Bez adresu (2004),
Wiersze w cieniu (2017). Zaczynamy z
skądś, z jakiegoś początku, w tym przypadku z jawy i zmierzamy… no właśnie,
jeśli punktem wyjścia jest jawa, to w jakim kierunku zmierzamy? Snu? Zważmy, że
następny zbiór wierszy nosi tytuł Bez
adresu – to jest jakiś stan zawieszenia, stan nieokreśloności. Każda podróż
jest takim stanem. Następnym etapem są Wiersze
w cieniu. Pomyśleć by można, iż cień ów (wyobraźmy to sobie: w skwarnym
dniu, oślepiającym słońcu i ciężkim powietrzu poruszanym jedynie skrzydełkami
owadów) może być wspaniałym celem wędrówki. Lecz, skoro podróż zaczynamy od
jawy – czyli, od tego, co realne (a przynajmniej za realność poczytywane), to
chyba nie po to, aby siąść na koniec pod lipą i rozkoszować się zielenią i
chłodem. Zapewne chodzi o jakiś inny cień.
Krainą Cienia nazywano
niegdyś krainę umarłych, a przecież już w debiutanckim tomiku Mieczysława
Zynera znajdujemy wiersz Nagroda,
którego podmiotem mówiącym jest nieboszczyk:
spoczywam zimny i
obojętny
mam spokój i ciszę
moim zdaniem (może nie
tylko)
żyłem za długo
Z ogólnej wymowy utworu
wynika, że śmierć jest pewnego rodzaju nagrodą: spokojem otrzymanym w zamian za
cierpienie, jakiego podmiot doświadczał za życia – np. za bezsenność, którą
zwalczył w końcu sen wiekuisty. Skąd to zainteresowanie śmiercią? Każdy
przecież myśli o niej od czasu do czasu, nie każdy się jednak do tego
przyznaje. Ale też bywa, że niekiedy mówi się o niej, ale nie w realnym
wymiarze, a raczej powołuje się na nią ‑ używa jako metafory. Jak to jest z tą
śmiercią i cierpieniem w twórczości Mieczysława Zynera?
Na pierwszy rzut oka
tematyka jego utworów jest współczesna. To świat, który dzieje się tu i teraz, i którego może doświadczyć
każdy. Pamiętajmy jednak, że już patrząc na same tytuły tomików odnieśliśmy
wrażenie wędrówki, a przecież podróż to najważniejszy motyw w literaturze. I
zawsze ‑ nawet jeśli autor postawiłby sobie za zadanie udowodnienie, że tak nie
jest – ma ona charakter symboliczny, o ile nie metafizyczny. Dzieje się tak już
od zarania dziejów, cywilizacji i literatury: Gilgamesz podróżuje do Krainy Umarłych,
aby odnaleźć ziele nieśmiertelności, Orfeusz – aby wyprowadzić Eurydykę z
Hadesu, a Odyseusz – aby powrócić do domu, czyli odnaleźć utracony porządek
świata. A żeby to zrobić potrzebuje wiedzy, której udzielić mu mogą tylko (cóż
za niezwykłe podobieństwo do poprzednich wymienionych przykładów!) mieszkańcy
zaświatów.
[…] trzeba wam z kolei
Zwiedzić gmachy Hadesa,
kraj Persefonei,
Gdzie z duszą
tebańskiego pogadasz wróżbity
[…]
Ów prorok, i wywróży,
ile jeszcze trudów
Czeka cię, wskaże drogę,
usunie przeszkody […]
(Homer, Odyseja, X, 499-501, 548-549).
Tak mówiła Kirke, nimfa
(choć dla niektórych bogini, a dla innych czarodziejka), do Odyseusza i jego
towarzyszy, gdy wskazywała im najbliższy cel ich podróży. Dzięki pięknej,
podstępnej lecz także i mądrej Kirke wiemy także coś niecoś o geografii „kraju
Persefonei”: „W gaju, skąd jest dostęp do dziedziny Hadesa – referuje nam
Zygmunt Kubiak – stoją jałowe topole i wierzby, których kwiaty nie mogą być
zapłodnione”[2].
Opis ten przychodzi na myśl, gdy czytamy tytułowy wiersz ze zbioru Bez adresu (pojawił się on już we
wcześniejszym tomiku):
W zapomnianym ogrodzie
przechadzają się cienie
księżycowi partnerzy
bezsenni.
Zaczepiają o krzewy
strącają liście
wiatrem,
w nadziei swojego
przeistoczenia
i ziemi.
Cały obraz mamy gotowy. Tak
właśnie wyglądają cienie przechadzające się w Hadesie po ogrodzie Persefony.
Obraz niezwykle plastyczny, domagający się jednak dopełnienia, mamy przecież
masę pytań: czemu, wiedzeni poezją oraz naszą wyobraźnią, znaleźliśmy się tu,
na progu Erebu? Jakiej wiedzy oczekujemy? Jakie przyczyny nas tu sprowadziły?
Słowem: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, skąd przychodzimy – jak w tytule
słynnego malowidła Paula Gaugina.
Szukając odpowiedzi
zwróćmy uwagę na wiersz Tempora labuntur.
Mowa jest w nim o „rozsypywaniu się imion” – odbieramy to jako obawę przed tym,
że czas unosi ze sobą pamięć o ludziach i tym, co z nimi związane.
rozsypują imiona
w nic nieznaczące atomy
historii
Niewątpliwie podmiot
wierszy Mieczysława Zynera cierpi z powodu utraty: być może utraty jakiejś konkretnej
osoby, ale także i utraty jakiegoś punktu odniesienia, punktu wyjścia. Na wątek
osoby naprowadza nas wiersz Brak mi
ciebie; ale już on zawiera w sobie drugi wątek – miejsca, czasu, rzeczy
ludzi – całej topografii utraconego świata.
brak zieleni co zdobi
ławki w parku pod
drzewem
brak czerwonych
tramwajów
brak kiosku bez gazet
brak przechodniów na
ulicach
przyjaciół co odeszli
Podobnie jest z utworem Tylko ja będę daleko:
będą dzwonić u „Świętej
Panny”
zaskrzypią koła po
piaskowych drogach
brzęczeć będą konwie z
mlekiem
tylko ja będę daleko w
bezsenności cierpiał
Zdaje się, że ta
nostalgia ma dosyć szeroki kontekst. Na to że wynika z poczucia wykorzenienia,
z bycia nie na miejscu i z tęsknoty za utraconymi rodzinnymi stronami
(cokolwiek pod tym znaczeniem pojmujemy – wewnętrzna topografia świata ma wiele
więcej wymiarów niż te, które odwzorowują mapy), wskazuje wyraźnie powyższy
cytowany fragment wiersza. Ale także znajdziemy i inne wątki, zdaje się, że nie
mniej istotne, które wyraźnie wskazują, iż nostalgia i spleen nie są uczuciami
obcymi dla podmiotu tych wierszy. Zajmiemy się nimi później, na razie
pozostańmy jeszcze w Krainie Cienia.
*
Zwróciliśmy już uwagę na
to, że podmiot wierszy Mieczysława Zynera przypomina nam Odyseusza z XI Pieśni
Odysei, w której to bohater, wysłany i poinstruowany przez Kirke, przybywa do
Erebu, do dziedziny Hadesa i Persefony, aby tam, od ducha Tejrezjasza
dowiedzieć się, co ma czynić, aby dotrzeć do celu swej podróży, jakie
zagrożenia na niego czyhają, i jakie środki powinien przedsięwziąć, ażeby ich
uniknąć. Czytając wiersze naszego Autora, odnosimy wrażenie, iż celem jego
bohatera – stworzonego przezeń podmiotu jego wierszy – jest także powrót,
osiągnięcie punktu z którego wszystko się zaczęło. Co do utraconej osoby –
trzymając się wciąż naszego skojarzenia Zynerowego podmiotu poetyckiego z
Odyseuszem – to pamiętać musimy, iż bohater Homera spotka w Erebie cały szereg
postaci, które utracił, przy czym po części był tego świadom, a po części
dowiedział się o tym dopiero w Krainie Zmarłych.
Wróćmy na jeszcze do
wiersza Tempora labuntur, gdzie
znajdujemy niezwykle sugestywny fragment
z tamtej strony
wędrują cienie
wypełniają obszary
wspomnień
Toż to przecież prawie
taki sam obraz jak z fragmentów z Homera, opisujących jak zmarli wyłaniają się
z mroku i zbliżając się do Odyseusza i jego towarzyszy, Eurylocha i Perimeda. Przypominają
oni o swojej minionej obecności lub odwrotnie – zaskakują naszego bohatera,
który nie spodziewał się spotkać ich tutaj. Przybywa Elpenor, którego
nieobecności pośród swojej załogi Odys do tej pory nawet nie zauważył. Elpenor
bowiem, w nieoczekiwany dla samego siebie i dla innych sposób, zabił się w domu
Kirke spadając po pijanemu z piętra. Zjawiają się i inni, ale spotkaniem w
zaświatach, które jest dla Odysa szczególnie ciężkie, jest spotkanie z
Antikleją, swoją matką, która zmarła podczas jego nieobecności w Itace.
Żyła ona, gdym z domu
szedł pod Iljon święty.
Jej widok łzy wycisnął,
tak byłem przejęty
(Odyseja, XI, 89-90)
Tyle o utracie bliskich
podmiot Homerowy. Podmiot Zynerowy natomiast jest o wiele bardziej powściągliwy
– zarówno w okazywaniu emocji, jak i udzielaniu informacji.
Άνδρα
μοι ἔννεπε, μοῦσα, πολύτροπον…
(Homer,
Odyseja, I, 1)
Cezary Wodziński w
jednym ze swych esejów tłumaczy nam, że „Przymiotnik polytropos jest złożeniem poly:
wiele oraz czasownika trepo: zwrócić,
skierować, zmienić, oszukać, odwrócić, przewrócić, obrócić (wyrażenie to polytropon tes gnomes oznacza zwykle
bystrość umysłu)”[3].
Dodać należy, że od greckiego tropos
(zwrot, obrócenie) pochodzi określenie „trop literacki” bądź też „tropy
literackie”, czyli wyrazy lub zdania o charakterze przenośnym (metafory,
metonimie, hiperbole itp.). Wodziński zauważa także, iż „Żadnemu ze swych
herosów nie poświęcił Homer tyle epitetycznej uwagi i inwencji. […] Odyseja nasycona jest epitetami na
trwałe i, by tak rzec, osobiście, czy wręcz intymnie powiązanymi z Odyseuszem i
jego losem. […] Większość tych epitetów łączy się bezpośrednio z
wielopostaciową kreacją Odyseusza”[4]
Jednym z tych epitetów,
o jakich wspomina Wodziński, jest Diogenes
(„pochodzący od boga”). Zapamiętajmy, bo może to się nam jeszcze okazać
przydatne, nawet jeśli tylko w warstwie skojarzeniowej.
Na samym początku
naszych rozmyślań zwróciliśmy uwagę iż podmiot wierszy sam przyznaje się do
tego, iż prowadzi, zarówno z nami jak i samym sobą, pewną grę (gram, gram, jak wy i inni). Celem tej
gry, jaką prowadzi z nami, odbiorcami, podmiot wierszy Zynera jest odnalezienie
tego, co utracone. Tak jak Odyseusz, który, aby powrócić do Itaki, do swojego
pierwotnego miejsca, które jest jedynym, gdzie Odyseusz może być naprawdę
Odyseuszem, musi podjąć się skomplikowanej gry ze światem i ze sobą samym, gry,
w której musi coraz to być kimś innym, coraz to wyrzekać się samego siebie (Nikt mnie nazywają). Ale celem takiego
powrotu, oraz podjęcia takich gier, nie jest jedynie własne pojmowanie „Ja”.
Jak widzimy, a raczej: jak to sobie uświadamiamy – zarówno na drodze osobistego
życiowego doświadczenia oraz na drodze doświadczenia ogólnego, jakie
przechowywane jest dla nas w tradycji, w mitach i w literaturze – owo „Ja” jest
w dużej mierze konwencjonalnym zabiegiem, możliwością prowadzenia rozlicznych
tropów, po których możemy dopiero zmierzać do interesującego nas celu. Owo
miejsce, w którym Odyseusz może być naprawdę Odyseuszem, nie mieści się w tak
ciasnych przedziałach jak freudowskie ego
czy nawet heideggerowskie Sein. Już
może prędzej odnaleźlibyśmy dla niego więcej miejsca w metaforycznych pojęciach
Emanuela Lévinasa? A może, wiedzeni intuicją starą jak świat zwrócilibyśmy się
do Diogenesa z Synopy? Wszak echo jego słów odnajdujemy w wierszu Biogramy z tomu Bez adresu:
badam nieczułe aparaty
własnych percepcji
opromienionych sławą
własnych słów.
Szukam człowieka.
Zdawałoby się, że o
Diogenesie trudno powiedzieć: polytropos.
Cały czas był tylko i wyłącznie sobą i nigdy kogoś innego nie udawał, ale
przypomnijmy sobie, ilu to spektakularnych zabiegów musiał dokonać, aby ten
stan móc utrzymać. To wszak on szedł w biały dzień przez tłum z zapalona
latarnią, a gdy go zapytano, co robi, odpowiedział tak właśnie: „Szukam
człowieka”. A więc Zynerowy podmiot podejmuje się i tej strategii: strategii
cynika. Broń Boże, nie tego cynika, jakiego spotykamy dziś w potocznym
znaczeniu tego słowa – zimnego kłamcę i manipulatora – a znaczeniu pierwotnym, kynikos, czyli kogoś, który (w
nawiązaniu do greckiego kynos, pies)
nazywany podówczas „psem mądrości”.
Przeznaczeniem inteligentnego
człowieka jest samotność
(Tadeusz
Konwicki)
Trudno dziś ustalić, kto
pierwszy powiedział, że mądrość oznacza samotność. Przypisuje się tę maksymę
różnym autorom – od Diogenesa z Synopy po Alberta Einsteina. Autorstwo nie jest
tu z resztą najbardziej istotne. Istotne natomiast jest to, iż sam fakt
przypisywania jej tak wielu postaciom, które wiążą się w powszechnym
wyobrażeniu z uosobieniem mądrości (można by jeszcze dopowiedzieć: fakt jej
zbanalizowania) powoduje, że jesteśmy skłonni przyznać tej maksymie absolutną
rację. Tak więc mądrość prowadzi do samotności, a samotność z kolei...?
W wierszu Znałbym świat inny podmiot mówi:
[…]
Niekiedy żałuję,
że żyję zbyt długo
że zbyt często
otaczają mnie obcy […]
Trudno o bardziej
lapidarną deklaracje poczucia wyobcowania. Tu już, jak się wydaje, nie chodzi o
zwykłą samotność, raczej o głębokie poczucie bycia „nie na miejscu”,
nieprzystawalność do nominalnie istniejącego wokół świata. Nominalnie, ponieważ
jego realność – rozumiana jako prawdziwość i przekonanie, że jest on
„właściwym” (tzn. tym, który być powinien) światem – wcale nie jest taka
całkiem pewna. Świat jest nieprzyjazny i dwuznaczny do tego stopnia, że w
istocie trudno w niego uwierzyć i trzeba sobie powtarzać, że jest się właśnie tu,
że jest się właśnie stąd:
W zamkniętym wagonie
licz do stu
zaciśnij zęby wystaw
łokcie milcz
wypchnięty nie na twój
przystanek
patrz na podobnych
szarych obcych
jestem stąd – krzycz do
nich niemo
jestem stąd – powróci
twoje echo
[…]
Ta dwuznaczność świata
owocuje poczuciem wykorzenienia, przedłużającej się boleśnie tymczasowości, no
i oczywiście tęsknoty za czymś, co dawałoby poczucie stałości, prawdziwości.
Dlatego też nie bez zdziwienia czytamy w wierszu Dlaczego… pochodzącego z tomu Wiersze
w cieniu, iż „czas obleka się w tradycję”. Pozostaje ona jednak tylko
odległym w czasie ideałem, do którego trzeba dążyć choć, podobnie jak Odyseusz,
jest się jak rozbitek na falach czasu i przeznaczenia:
[…]
Czas kieruje losem
[…]
Przywołuje wspomnienia
wspomnienia innego
zapachu
wspomnienia innego
wymiaru.
שָׁקַדְתִּי
וָאֶהְיֶה כְּצִפּוֹר בּוֹדֵד עַל־גָּג׃
[Nie śpię i
jęczę jak ptak samotny na dachu]
(Ps 102:8)
Cała ta Odyseja odbywa
się nie gdzie indziej tylko w myślach, w emocjach. Jednak nie należy jej z tego
powodu lekceważyć. W gruncie rzeczy każda podróż odbywa się przede wszystkim
tam właśnie, nawet jeśli towarzyszy jej autentyczna podróż, autentyczne
zwiedzanie, autentyczne doświadczenia. I tak zostają one przetworzone przez
wewnętrzny świat odczuć i przemyśleń. Efektem takiego przetworzenia jest na
dobrą sprawę każda relacja z podróży. Może właśnie dlatego są one tak ciekawe?
Jednakże przez całą tę
podróż podmiot pozostaje nieruchomy. Nawet gdy przemieszcza się siłami wyobraźni
i uczuć ze świata żywych do świata umarłych i powrotem, cały czas pozostaje w
punkcie swojego wyobcowania.
[…]
We mnie wspomnień mgła
sumienie przezroczyste
myśli czcze
przycupnięty wśród
malutkich
szukam wiatru, który
umilkł
Przychodzi tu na myśl
inny podmiot poetycki – ten z Psalmu 102, który zaczyna się incipitem „Modlitwa
trapionego, który znękany opowiada przed Panem swą udrękę”. Podmiot ów również
opowiada o swym wyobcowaniu. Żali się słowami: „Nie śpię i jęczę jak ptak
samotny na dachu”. Zynerowy podmiot nie ucieka się do tak bezpośredniego
wyznania. Proponuje nam za to grę i wędrówkę. Co sam z tego ma? Może znajdziemy
odpowiedź w poniższym fragmencie:
tylko myśli odmienne
zagłuszam
chcę by skonały nim
wzejdą
po co mają szarpać
noce czynić bezsenne
Ale czyż jednak czegoś
ów podmiot nam nie objawia? Nie zdradza nam jakiejś pozornie skrywanej, lecz
dającej się rozpoznać przez uważnego czytelnika, prawdy? Czy też inaczej –
prowadzi nas do jakiegoś celu, do jakiegoś źródła poznania, źródła
doświadczenia, u którego sami będziemy w stanie dociec, cóż ową prawdą być
może. Gdy – jak w baśniach i mitach – nachylimy się i w tafli wody rozpoznamy
siebie samych. Źródło to zostaje z resztą nazwane wprost. I cała droga do niego
opisana w paru wersach. Cała reszta, to co nam się dotychczas udało zauważyć
jest jakby przewodnikiem, czy też właśnie opisem wędrówki.
A w każdym razie tak
możemy do odczytać:
Tylko
myśli
ściśnięte jak rzeka w
przełomie
wędrują po szczytach
zaglądają w doliny
zagubione w ostępach
wracają szukając
schronienia
[…]
w tułaczce do źródeł
cierpienia
[1]
Homer, Odyseja, IX, 366.
[2]
Z. Kubiak, Mitologia Greków i Rzymian,
Świat Książki, Warszawa 1999, s. 202.
[3]
C. Wodziński, Odys gość. Esej o gościnności, Fundacja Terytoria
Książki, Gdańsk 2015, s. 27.
[4]
Ibidem ss. 28-29.
Komentarze
Prześlij komentarz